O sztuce śpiewu z barytonem Michałem Kutnikiem rozmawia Anna Kańska-Małachowska

Michał Kutnik - baryton. Studiował na Wydziale Wokalno-Aktorskim Akademii Muzycznej w Krakowie, w klasie prof. Andrzeja Bieguna. Zadebiutował w 1999 roku na deskach Opery Krakowskiej w roli Papagena w spektaklu „W Krainie Czarodziejskiego Fletu” W. A. Mozarta. Od 2000 roku współpracował z Operą Krakowską, a od 2006 roku jest jej solistą. W swoim dorobku artystycznym ma m.in. występy w operach: „Jaś i Małgosia” E. Humperdincka, „Madame Butterfly” i „Tosca” G.Pucciniego, „Rigoletto” i „Traviata” G. Verdiego, „Napój Miłosny" i „Don Pasquale” G. Donizettiego, „Straszny Dwór” i „Halka” St. Moniuszki, „Diabły z Loudun" K. Pendereckiego, „Zemsta Nietoperza” i „Baron Cygański” J. Straussa, „Ptasznik z Tyrolu” K. Zellera, „Student Żebrak” K. Millockera. Brał udział w światowych prapremierach dwóch spektakli, które odbyły się w Operze Krakowskiej. Pierwszym była operetka Karola Szymanowskiego „Loteria na Mężów czyli Narzeczony nr 69” w 2007 roku, a 2011 roku musical „Mały Lord” Stevena Markwicka. W 2004 roku podjął współpracę z Krakowską Operą Kameralną- wystąpił w spektaklu inaugurującym jej działalność, w partii Malatesty w „Don Pasquale” G. Donizzettiego. Od 2013 roku współpracuje z Filharmonią Warmińsko-Mazurską w Olsztynie. Wykonuje również muzykę oratoryjno-kantatową oraz pieśni. Na swoim koncie ma wiele występów w kraju i za granicą, m.in. w Niemczech, Szwajcarii, Włoszech, Norwegii, Finlandii, Mołdawii oraz na Litwie.

AM: Jak się śpiewa ze swoim profesorem?

MK: Ze swoim profesorem na scenie śpiewa się doskonale. To osoba, która zna cię od wokalnego początku, w związku z tym zna twoje słabe i mocne punkty, w każdej chwili, nawet w trakcie spektaklu może coś podpowiedzieć, zatem w pewnym sensie „zapewnia” komfort pracy. Wydawać by się mogło, że obecność profesora na scenie może stresować ze względu na ewentualność oceny, ale to pozorne obawy. Osobiście lubię śpiewać z Andrzejem, którego nie traktuję już w kategorii „nauczyciel”, ale po prostu kolega.

AM: W jaki sposób śpiewak operowy przygotowuje się do ról w lżejszym repertuarze? Kreacja Pana Hobbsa w spektaklu Mały Lord jest w Pańskim wykonaniu doskonała!

MK: Praca nad każdą rolą w zasadzie jest bardzo podobna. Nieważne, czy to opera, czy musical, czy operetka. Oczywiście każdy z tych gatunków wymaga nieco innych „kompetencji”, ale samo opracowanie roli to ten sam warsztat pracy. Gdy zaproponowano mi rolę Pana Hobbsa, wiedziałem, że muszę wykreować postać prawdziwą, takiego uczciwego i poczciwego faceta, który tę uczciwości i poczciwość przekaże widzom. Spektakl Mały Lord adresowany jest do publiczności bez ograniczeń wiekowych, to tak zwana opowieść rodzinna, zatem i wyzwanie dla artysty-aktora spore. Może nawet bardziej dla aktora niż śpiewaka w tym przypadku. Pan Hobbs to sympatyczny sprzedawca prowadzący maleńki sklepik gdzieś w Ameryce. Jego przyjacielem jest mały Cedric, który z dnia na dzień ze zwykłego amerykańskiego chłopca staje się angielskim lordem. Hobbs kieruje się w swoim życiu zasadami, które-dzień po dniu przekazuje swemu młodemu znajomemu. A najważniejszymi z nich jest lojalność, szczerość i przyjaźń. Mam nadzieję, że publiczność lubi mojego Pana Hobbsa, bo wszystkie założenia tej roli starałem się wdrożyć za każdym razem, kiedy występuję w tym spektaklu.

AM: Przygotowując się do roli, korzysta Pan z nagrań w wykonaniu swojego nauczyciela?

MK: I tak, i nie. Czasami, po trosze z ciekawości, oglądam fragmenty spektakli w wykonaniu Andrzeja. Ponieważ dysponujemy tym samym głosem, otrzymujemy często te same role. Niektóre z ról mojego nauczyciela mam „w głowie”. Fraza po frazie pamiętam, w jaki sposób je wykonywał. To wspaniały i doświadczony śpiewak, więc grzechem byłoby nie skorzystać z jego bogatego dorobku. Ale za każdym razem rolę, którą dostaję, „wymyślam” sam. Nie kopiuję pomysłów innych kolegów, choć to często zdarza się w teatrach, nie tylko operowych-takie „podpatrywanie” i „odgapianie” pomysłów na poszczególne sceny czy fragmenty przedstawienia. Ale to nie służy niczemu dobremu. Mam wielki szacunek do publiczności, i choćby z tego względu zawsze po otrzymaniu propozycji nowej roli, zastanawiam się nad sposobem jej przedstawienia widzom. Poza tym to fajna sprawa – kreowanie postaci, którą się nie jest, ale którą trzeba jakoś zagrać i zaśpiewać. Wiele osób uprawiających ten zawód lubi moment, kiedy „wymyślasz” sobie postać. W operze często ten ktoś, kogo kreujesz to osoba z innej epoki, z innych realiów. Gdybyśmy kopiowali siebie nawzajem, publiczność oceniałaby nas bardzo nisko. Dlatego każda nowa rola, to wyzwanie. I wielka frajda.

AM: Proszę opowiedzieć, w jaki sposób przygotowuje się Pan do roli operowej, od momentu otrzymania partytury.

MK: Nie dostajemy partytury, ale wyciąg fortepianowy. To całkowicie wystarcza. Mamy tam rozpisane wszystko, czego musimy się nauczyć, by przygotować rolę. Dostaję zatem taki wyciąg nutowy i … przystępuję do nauki. Muszę być przygotowany muzycznie-wokalnie do prób reżyserskich, co oznacza, że na próby sceniczne przychodzę z dobrą znajomością wokalu. W tych przygotowaniach bardzo pomagają nam akompaniatorzy, którzy ćwiczą z nami do momentu, kiedy opanujemy daną partię. Wówczas wkracza do akcji reżyser i zaczynają się próby na scenie, czyli powstają wszystkie układy, cała choreografia spektaklu. Mniej więcej potrzeba około dwóch, trzech miesięcy by powstało kompletne przedstawienie, które pokażemy publiczności. Ale oczywiście są różne sytuacje, które powodują wydłużenie bądź skrócenie tego czasu. Zdarza się, że któryś ze śpiewaków biorący udział w próbach wycofa się z danego przedstawienia. Wówczas osoba, której zostanie zaproponowana jego rola, ma dużo mniej czasu na przygotowanie partii, niż inni śpiewacy.

AM: Śpiewam, bo….?

MK:(Śmiech) Hmmmm….bo lubię, bo chcę, bo robię to od najmłodszych lat. Więc jestem poniekąd na to śpiewanie skazany. Od dziecka lubiłem występować- najpierw organizowałem sobie publiczność pośród rodziny, znajomych, potem był czas występów w Akademickim Chórze Politechniki Krakowskiej „Cantata” (w chórze tym karierę swoją zaczynał Mariusz Kwiecień oraz Tomasz Kuk) , następnie studia wokalno-aktorskie na Akademii Muzycznej w Krakowie w klasie śpiewu Andrzeja Bieguna i tak już zostałem przy tym śpiewie. Myślałem wcześniej o szkole teatralnej, fascynował mnie zawód aktora. Jednak, gdy się okazało, że potrafię śpiewać, postanowiłem wykorzystać obie umiejętności i „zebrać” je w jeden zawód.

AM: W jakim repertuarze czuje się Pan najlepiej?

MK: Bardzo lubię występować w ogóle, więc trudno coś wybrać…. Ale skłonny jestem odpowiedzieć na to pytanie, że role wymagające ode mnie zaangażowania aktorskiego oraz vis comica przyjmuję najchętniej. Nie mam problemu z oszpeceniem się dla roli, czy ośmieszeniem się na scenie. To chyba problem w większości przypadków pań. Choć akurat repertuar operowy nie wymaga od nich aż takich poświęceń. Myślę, że publiczność docenia takie aktorskie starania i cieplej, wręcz serdeczniej odbiera artystów nazwijmy to charakterystycznych. Nie umniejszając wszystkim innym oczywiście.

AM: Czy będzie Pan kiedyś nauczał śpiewu?

MK: W pierwszym odruchu odpowiem, że zdecydowanie nie. Ale nie będę się zapierał, bo nigdy przecież nie wiadomo, co przyniesie przyszłość. Na pewno nie wiążę swojej kariery z Akademią Muzyczną i prowadzeniem własnej klasy śpiewu. Co nie wyklucza indywidualnych konsultacji, lekcji śpiewu lub emisji głosu, których kilka z resztą mam już na koncie.

AM: Pana muzyczny program na najbliższy rok …?

MK: Śpiewać, śpiewać… i czerpać z tego przyjemność.

Rozmawiała Anna Małachowska

DolceSfogatoMagazine.com
Magazyn Muzyczno-Artystyczny
Wydawca / Adres Redakcji:
Towarzystwo Muzyczno-Artystyczne Sfogato
Juliusza Lea 173/12, 30-133 Kraków

© 2022 DolceSfogatoMagazine.com. All Rights Reserved. Designed By MartAtelier